{.dzień dwudziesty drugi.} #100happydays
15:05Szczęście to wspomnienia.
Z M.
mieszkałyśmy razem w akademiku całe studia z kilkoma zawirowaniami typu jej
drugie studia, moja praca. Robi w tym tygodniu wystawę, a ja
zastrzegłam sobie kilka słów w folderze. I tak dzisiaj myśląc nad tym, co mogłabym
napisać, wróciłam do czasów naszej niewinności, skręcanych fajek, piwa firmy
żubr i rozmów. Bardzo często o czarnej dziurze po studiach. Pamiętam też, że
nigdy nie chciałam powiedzieć M. o tym, że jestem lesbijką. Dlaczego? Nie wiem.
Ale gdy jej powiedziałam okazało się, że
zareagowała najlepiej ze wszystkich ludzi, którzy wiedzą ode mnie bezpośrednio.
"Nigdy nie chciała mieć etykietki „artysta”, za późno. Stało się. Między jedną, a druga butelką wina, słuchając, Oh My God, Idy Marii, dyskutowałyśmy więcej o feminizmie niż Rubensie. Ironia? Może. Jest realistką, chociaż czasem bywa, że jej stopy nie mogą dotknąć ziemi, mimo, że bardzo by tego chciała. Trochę jak Frida. Nie miałyśmy szacunku do sztuki, bo, po co? W końcu się w nią nie wierzyło. Wszystko było wrzucane do szafy. M. jeszcze potwierdzi, pewnie ja też, że nic się nie zmieniło. A jednak."
2 komentarze
Gratuluje wystawy :)))))))) Ps. czy będzie relacja z losowania prezentów?
OdpowiedzUsuńDziękuję, przekażę gratulację, a odpowiedź na pytanie znajduje się w dniu dwudizestym trzecim. Pozdrawiam i dziękuję za zainteresowanie. :)
Usuń