{.dzień dwudziesty trzeci.} #100happydays
14:25
Szczęście to inspirować.
Tak. Wczoraj kogoś zainspirowałam
do stworzenia swoich #100happydays. Ogromnie miłe uczucie. Będę śledzić i
trzymać kciuki. Może ktoś jeszcze się dołączy?
Robiąc dzisiaj rano kawę wlałam
do kubeczka, który miał mniej wody mleko, bo S. z nim pije. Jednak ona już wcześniej
wlała sobie do tego drugiego kubka i nie przemieszała. Dlatego wypiłam kawę z
mlekiem pierwszy raz od dawna i tak mi smakowała, że piję już trzecią bawiąc
się z dziewuszką, bo jest dzisiaj dożarta.
Ps. L4 sprawia, że uciekają moje moce. Już nie jestem superbohaterem organizacji i pracowitości. Jestem rozmemlaną istotą na kanapie.
Co do dnia dziewiętnastego, już
odpowiadam za zadane pytanie. Było nas mniej niż się spodziewano, w sumie były
trzy pary. Jedna nie przyniosła niczego niepotrzebnego z domu.
Usprawiedliwienie chłopaka: nic o tym nie wiedziałem, ale mam jajko niespodzianki.
I tak, to było jego zadośćuczynienie! Usprawiedliwienie jego dziewczyny? Mam
tyle niepotrzebnych rzeczy, że nie mogłam się zdecydować. Podarowała każdemu
małe pudełeczko Nivea zapakowane pieczołowicie w papier z mikołajowym
bałwankiem przyklejonym na wierzchu. (Nie mam zdjęcia, bo dopiero uczę się
fotografować to, co godne pokazania, mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej.) Została
nas czwórka, dlatego wymieniłyśmy się z pozostałą parą. S. Dostała
papierośnice. Zazdroszczę, mimo że nie palę, nosiłabym tam pewnie coś
fajniejszego. A ja dostałam wszystko: mydło, kredę, książeczkę z cytatami „dla
córki od matki” (WTF), świeczkę z Mikołajem i oczywiście jak to u nas na Śląsku
bywa węgiel, więc moja paczka była dość bogata.

1 komentarze
hahahahahaha dobre!
OdpowiedzUsuń