{.dzień dwudziesty czwarty.} #100happydays

19:27

Szczęście to dom rodzinny.

Dzisiaj S. zawiozła mnie z dziewuszką do rodziców, miałam kilka spraw w tym mieście, dlatego odebrała mnie dopiero po pracy. Mama skorzystała z okazji, że jestem i poprosiła mnie o zrobienie obiadu, a także stwierdziłam, że ogarnę coś na Święta. Niesamowite, że mieszkając tam, niecałe dwa lata temu, tak wiele zapomniałam, gdzie znajdę patelnie, czy sól. Mój tata (wczesny, górnik, emeryt), był widocznie zadowolony, że ma towarzystwo. A dziewuszka wyszalała się z moim psem (inna dziewuszka trochę ślepa, ale przekochana, mama wzięła ją dla mnie ze schroniska i dała pod choinkę pięć la temu, z S. nie brałyśmy jej, bo jest przyzwyczajona do mieszkania w domu i nie chciałam jej zamykać w bloku, a po za tym moja mama by mi jej już nie dała). Jakie jeszcze wnioski?
Za rzadko tam bywam. 

You Might Also Like

0 komentarze