{.Dzień sześćdziesiąty siódmy.} #100happydays

07:33

Szczęście to urodzinowy dzień.

Jestem od wczoraj stara. Ale to nic, bo ktoś mnie kocha mimo zmarszczek, demencji i marudzenia. I to bardzo. Zaczęło się od lizaków na stole i pięknymi życzeniami.
Wieczorem poszłyśmy do teatru. Polecam miejsce, malutkie, kameralne, scena miała może cztery metry kwadratowe, widownia może z pięćdziesiąt miejsc, a za krzesła robiły poduchy. Sama sztuka? Czegoś brakowało, ale warto! Chcecie poczytać, to klikajcie tutaj
Potem wzięłyśmy na wynos sushi, zasiadając w piżamach wymieniałyśmy spostrzeżenia dnia i delektowały się smakiem. Idealny dzień.

Dzisiaj mam mnóstwo ludzi w domu, tak, tak mówiłam, że to już taki wiek, że się urodzin nie obchodzi, ale do nikogo nie dotarło. Teraz jest gorzej jakbym organizowała, bo nawet nie wiem ilu osobników przybędzie. Miłego dnia! Idę gotować.

You Might Also Like

0 komentarze