{.dzień sześćdziesiaty trzeci.} #100happydays

09:36

Szczęście to zwariowany wieczór.

Królowała gra w kinecta i futro kupione przez kumpelę w ciucholandzie za jeden złoty. Było śmiechu, co nie miara. I ograłam wszystkich w tańcu. I moją S. też, o dziwo, a przecież Ona zawsze wygrywa. Przez ostatni rok zrobiłyśmy się trochę odizolowane, ale niepotrzebnie, trzeba po prostu dobierać ludzi, wychodzić z domu dla przyjemności, a nie, bo trzeba odhaczyć zobaczenie się z dawno niewidzianą osobą.

Czuję zmiany w powietrzu, ale to dobrze. W tym tygodniu biorę się za odgruzowywanie mieszkania. Bez sentymentu będę rozdawać i wyrzucać. Może to mój sposób na pozbycia się bałaganu w głowie? Kto wie? Zdam relację za tydzień. 

You Might Also Like

0 komentarze